Wycieczka do Heródka

Wędrując po Lipnicy Wielkiej od 2012 roku śladami Karola Wójciaka Heródka, natknęłam się jedynie na cztery fotografie przedstawiające artystę. Jest to ciekawe o tyle, że z relacji mieszkańców wynika, iż Heródek wraz ze swoimi skrzypcami codziennie pokonywał wiele kilometrów i zaglądał do niemal każdego domu w Lipnicy. Bywał na każdym weselu, pogrzebie oraz odwiedzał nowo narodzone dzieci. Uwielbiał chodzić na skubarki.

Jedno z tych unikatowych zdjęć (patrz niżej) przedstawia uśmiechnięte dziewczęta pozujące na progu drewnianej jaty. Kilka z nich, stojących z tyłu, unosi w górę dwa heródkowe janiołki i prawdopodobnie jakieś dwie bezskrzydłe i bezrękie postaci. W otoczeniu dziewcząt, w centrum zdjęcia widzimy Heródka. Artysta jak zwykle uśmiechnięty, jak zwykle w wielkim płaszczu i rogatywce, prezentuje stojącą na ziemi, wysoką na ponad metr skrzydlatą, malowaną postać. Jeśli dokładnie się przyjrzymy, zobaczymy, że to anioł z potrójnymi skrzydłami, więc zgodnie z anielską hierarchią, jak widać znaną Heródkowi – serafin.

Zdjęcie udostępnił pan Albin Stechura z Kiczor. W owych latach nauczyciel plastyki w szkole w podstawowej w Lipnicy Murowanicy. Jak dziś, mieszkał wtedy w Kiczorach. Czasami zbaczał ze swojej codziennej trasy dom-szkoła-dom i wstępował do Heródka. W 1966 roku osobiście zakupił od artysty trzy rzeźby, które zaniósł do domu w plecaku. Wspomina, że kosztowało go to niemało wysiłku. Dwie z nich ma do dziś: Archanioła Gabriela i Anioła Cierpiącego.

Albin Stechura widział Heródkową jatę wielokrotnie. Jako jeden z niewielu w Lipnicy posiadał wtedy aparat fotograficzny. Z pojęciem sztuki prymitywnej i naiwnej zetknął się na lekcjach historii sztuki będąc uczniem szkoły im. Antoniego Kenara w Zakopanem. Pewnego razu w ramach lekcji plastyki zorganizował wycieczkę do Heródka. Zdjęcie uwiecznia właśnie to zdarzenie. Dziewczęta to uczennice klasy lipnickiej podstawówki z Murowanicy.

Opisane zdjęcie było opublikowane w 2012 roku w wydawnictwie „Lipnica Wielka na Orawie na przestrzeni dziejów”,  jubileuszowym albumie uświetniającym obchody 400-lecie założenia Lipnicy Wielkiej (2006) i 20-lecie powstania gminy (2011).

                                                                                                                                                Maja Spychaj-Kubacka

Portret psychologa. Bożena Dobrzyńska z d. Kłobuszowska (1943-1984)

Artykuł Bożeny Kłobuszowskiej Karol Wójciak Heródek. Portret artysty ludowego[1] to pierwszy stopień do Heródka. Każdy, kto zechce się przybliżyć do tego twórcy, zetknie się z publikacją jako lekturą obowiązkową. Artykuł Kłobuszowskiej był i dla mnie pierwszym, z jakim się zetknęłam na mojej drodze do rzeźbiarza z Orawy. Było to około 2006 roku, już po wystawie Nikifor i inni[2]. Wtedy miał mi jedynie pomóc w hobbystycznym pogłębieniu wiedzy na temat twórcy – Karola Wójciaka. Czas pokazał, że lekturę artykułu odbędę jeszcze wielokrotnie i za każdym razem będzie to dla mnie odkrycie, a Heródek zaprowadzi mnie także do odkrycia samej autorki.

[artykuł w autoryzacji]

                                                                                                                                                                           Maja Spychaj-Kubacka

 

 

“Konkurent Nikifora”

„W całej Polsce i zagranicą znane są dzieła prymitywnego malarstwa Nikifora Krynickiego. Kto wie, czy w niedługim czasie równie wielką popularnością nie będą cieszyć się prymitywne rzeźby innego artysty ludowego. Powstają one tylko przy pomocy siekiery i noża, a wyjściowym elementem są… kołki z płotu. Po wykonaniu rzeźby są jeszcze odpowiednio lakierowane w różnych kolorach. Można je zobaczyć w Lipnicy Wielkiej, gdzie mieszka artysta. Nazywa się Karol Wójciak, wśród miejscowej ludności znany pod przydomkiem „Heródek”.

Heródek wraca

Z pewnością będą tacy, którzy chcą wiedzieć, jak dokładnie doszło do tego, że fotografia Karola Wójciaka Heródka, pochodząca z zasobów Archiwum Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, znalazła się, a tak naprawdę wróciła po 44 latach na nagrobek artysty.