Gdzie można zobaczyć rzeźby Heródka?

Większość zachowanych rzeźb Karola Wójciaka znajduje się w zbiorach publicznych, w szczególności w małopolskich muzeach. Dzięki akcji liczenia i fotografowania Heródkowych figur, a następnie umieszczaniu zdjęć i not o nich w galerii „Licznik gnotków” na naszej stronie, możemy podzielić się dokładną informacją.

Największy zbiór liczący 30 rzeźb posiada Muzeum im. Władysława Orkana w Rabce-Zdroju. Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem posiada 22 „gnotki”, a o dwa mniej znajduje się w kolekcji Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie posiada 10 figur, z kolei Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej może pochwalić się pięcioma figurami. Zdjęcia wszystkich rzeźb, tworzących kolorową mozaikę aniołów, Chrystusów, Najświętszych Panienek i patronów, można zobaczyć w wirtualnej galerii wspomnianego wyżej „Licznika gnotków”. Rzeźby te na co dzień przechowywane są w muzealnych magazynach, i tylko okazjonalnie – podczas wypożyczeń na wystawy – można je zobaczyć bezpośrednio. Jednym z takich miejsc jest Muzeum Etnograficznym w Krakowie, w którym prezentowane są trzy „gnotki”, znajdujące się w części wystawy stałej pod tytułem „Nieobjęta ziemia” (tj. na 3. piętrze budynku przy Placu Wolnica 1).

To wystawa pokazująca różnorodność kolekcji sztuki ludowej i nieprofesjonalnej gromadzonej od ponad stu lat w tym krakowskim muzeum, jednym z najstarszych polskich muzeów etnograficznych. Pokazuje wrażliwość artystów  żyjących w różnych miejscach i czasach, wywodzących się z rozmaitych środowisk, autorów znanych nam z nazwiska i anonimowych, zawsze jednak twórców poszukujących odpowiedzi na pytania: czym jest piękno, szczęście, strach, radość. Wysiłek niektórych artystów na drodze do odpowiedzi na te pytania sprawia, że niekiedy dotykają oni świata niedostępnego dla innych, dają się ponieść snom i fantazji.  Inni nie kryją tego, że czerpią inspirację z religii, legend, przyrody i twardo chodzą po ziemi. Ciekawe jest to, że jakby wspólna i ponadczasowa motywacja malarzy i rzeźbiarzy prowadzi każdego z nich własną drogą, na której wypowiadają się po swojemu, spontanicznie albo starannie wypracowanym stylem.

Nic dziwnego, że mieszkańcem tej przestrzeni zaaranżowanej przez kuratorów wystawy, obok malarek z Zalipia, śląskich artystów z Grupy Janowskiej czy rzeźbiarzy samotników, jak Władysław Chajec, Szczepan Mucha czy Józef Sobota, stał się także Karol Wójciak-Heródek. Z pewnością obok miejsc, gdzie prezentują się Heródkowe „gnotki” nie da się przejść obojętnie, bo jak zawsze, tak i na wystawie o „Nieobjętej ziemi”, przemawia ich surowa siła wyrazu, która odpycha albo nakazuje by przystanąć i przyjrzeć się im dokładnie.

                                                                                                                                                                Grzegorz Graff

 

Informacja dla planujących zwiedzanie Muzeum Etnograficznego w Krakowie znajduje się tutaj

Jerzy Darowski – odkrywca Heródka

Jerzy Darowski był człowiekiem o szerokich zainteresowaniach. Polonista z wykształcenia i gwaroznawca, kustosz muzealny i archiwista, przez całe niemal życie zawodowe związał się z rodzinnym Zakopanem, Podhalem i góralszczyzną. Był jednym z najlepszych znawców literatury i historii Podtatrza. Z wielkim oddaniem przez lata dokumentował zmieniającą się kulturę ludową swoich ulubionych stron, fotografował ludzi przy pracy i podczas świętowania, ich domy, sprzęty, narzędzia, wytwory góralskiego rzemiosła i sztuki. Miał wiele zasług dla polskiego muzealnictwa, którego wyrazem są publikacje, spuścizna oraz pamięć w środowisku kustoszy i kuratorów [1].

Jerzy Darowski, zdjęcie udostępnił Przemysław Mosur-Darowski.
Jerzy Darowski, zdjęcie udostępnił Przemysław Mosur-Darowski.

Żył w latach 1930–2004, urodził się i wychował w Zakopanem, był synem Tadeusza Darowskiego i Cecylii z Krzewskich. Pamiętał dobrze tę dawną, jakże inną od dzisiejszej „stolicę Tatr”, gdzie chodził do szkoły powszechnej. W czas wczesnego dzieciństwa wdarła się II wojna światowa i okupacja niemiecka, która zaburzyła rytm spokojnej rodzinnej codzienności. W 1949 roku zdał maturę w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Oswalda Balzera, rozpoczął studia polonistyczne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na początku kariery zawodowej przypadającej na lata  50. pracował m.in. w dziale naukowym zakopiańskiego Domu Książki, realizował zlecenia Instytutu Badań Literackich, a także dla Państwowego Instytutu Wydawniczego w Warszawie, angażując się w pracę zespołu prof. Juliana Krzyżanowskiego, uczestnicząc w redakcji „Słownika folkloru polskiego” i „Nowej księgi przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich”. W sierpniu 1957 roku przyjął się do pracy w Muzeum Tatrzańskim jako bibliotekarz i archiwista, i jak się okazało, z miejscem tym związał się do roku 1998, kiedy przeszedł na emeryturę.

W tamtych powojennych latach, gdy muzealnictwo odradzało się pod względem organizacyjnym i materialnym, nie istniały jeszcze tak sztywne podziały na zakresy merytoryczne poszczególnych stanowisk. Stąd Darowski rozwijał swoje liczne zainteresowania związane nie tylko z gromadzeniem księgozbioru i opracowywaniem archiwaliów, ale także mógł czynnie angażować się w badania terenowe na Podhalu. Publikował artykuły na łamach „Polskiej Sztuki Ludowej”, „Wierchów”, „Fotografii” i „Rocznika Podhalańskiego”. W miarę zdobywania doświadczenia jako muzealnik tworzył scenariusze wystaw, realizując je następnie z zespołem innych pracowników. Redagował przewodniki i wydawnictwa Muzeum Tatrzańskiego. Z czasem objął kierownictwo w Dziale Biblioteczno-Archiwalnym, pracując na tym stanowisku ponad dwadzieścia lat. Metodycznie dbał o gromadzenie zasobu fotograficznego, który stanowi obecnie jeden z najbogatszych zbiorów ikonografii Podhala i góralszczyzny, służący kolejnemu pokoleniu badaczy. Pasją Darowskiego było fotografowanie, sam zresztą znakomitą część prywatnych materiałów przekazał Muzeum Tatrzańskiemu.

Warto też wspomnieć, że wielokrotnie był konsultantem podczas kręcenia filmów dokumentalnych. Ma niewątpliwie wkład w sukces nagradzanego filmu „Walczący Samotnik – Stanisław Witkiewicz” (1986), trzyczęściowego dokumentu, którego reżyserami byli Lucyna Smolińska i Mieczysława Sroka. Pomagał w kolejnym filmie Lucyny Smolińskiej „Sabała” (1994), opowiadającym o słynnym podhalańskim muzykancie Janie Krzeptowskim, a także konsultował scenariusz filmu „Strażnik skarbów Tatr i Podhala” (1995), poświęconego Juliuszowi Zborowskiemu, założycielowi i pierwszemu dyrektorowi Muzeum Tatrzańskiego.

Zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości Zbigniewa Smreczaka, autor nieznany.
Zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości Zbigniewa Smreczaka, autor nieznany.

Z naszego punktu widzenia, tj. grona badaczy twórczości Karola Wójciaka, należy wyróżnić Jerzego Darowskiego jako pierwszego, który zwrócił uwagę na Heródka-rzeźbiarza, a już z całą pewnością był pierwszym, który sprawił, że dzieła tego oryginalnego twórcy znalazły się w zbiorach muzealnych. Szczegółów tamtego ulotnego zdarzenia z Lipnicy Wielkiej, mającego miejsce w październiku 1959 roku, nie poznalibyśmy tak dokładnie, gdyby nie spór o pierwszeństwo odkrywcy toczony z prof. Janem Bujakiem, etnografem z Uniwersytetu Jagiellońskiego [2]. Sam moment spotkania z Heródkiem wspomina Darowski jako zupełnie przypadkowy. Wydarzył się pod koniec zwiadu terenowego, który przeprowadzał wraz z Ireną Wrońską. Zwrócili uwagę na starą i jakby opuszczoną chatę, która z początku wyglądała na lamus pełen porzuconych rupieci. Gdy przyjrzeli się jej dokładnie, dostrzegli, że z nieładu panującego w środku wybija się pewien przedmiot: „W kącie stał świątek, przykryty kurzem, ale wyraźnie świeżej roboty” [3]. Okazało się, że lokatorem chaty jest Heródek, który chętnie wdał się w rozmowę z nieoczekiwanymi gośćmi. Rozmowa skupiła się na figurce, tej jednej aktualnie w posiadaniu Heródka, zarazem pierwszej sprzedanej „daleko” poza Lipnicę [4]. Prawdopodobnie wtedy też obiecano Heródkowi pomoc w dostarczeniu mu farb i narzędzi, aby wykonał więcej rzeźb, które muzealnicy także chcieliby zakupić do zbiorów. Od tego czasu Darowski pozostawał w stałym kontakcie z Heródkiem. W ciągu najbliższych lat 1960–1963 łącznie 14 „gnotków” trafiło do zbiorów sztuki ludowej w Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem, a w 1967 roku zakupiono kolejne pięć rzeźb.

Janowi Bujakowi należy natomiast przypisać zasługę w popularyzacji sztuki rzeźbiarskiej Heródka, do czego przyczynił się artykuł Herodek z Lipnicy Wielkiej, opublikowany w czasopiśmie „Przekrój” w 1967 roku,  ilustrowany zdjęciami Jerzego Sierosławskiego ukazującymi portret rzeźbiarza i kolorowaną prezentację kilkunastu figur [5].

Przy okazji tego sporu warto zwrócić uwagę, że Darowski w jednym zdaniu wyraźnie podkreśla, że mowa jest o „rzeźbiarzu Karolu Wójciaku zwanym Heródkiem”. Tej formy przezwiska używa konsekwentnie, zamiast preferowanej przez Bujaka „Herodek”, a następnie utrwalonej jeszcze w filmie Mirosławy Marcinkiewicz „Dziwni artyści po obu stronach Babiej Góry” (1970).

Zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości Zbigniewa Smreczaka, autor nieznany.
Zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości Zbigniewa Smreczaka, autor nieznany.

I może na tym zakończyłby się wątek dociekań, kto pierwszy oznajmił światu o twórcy, który rzeźbi gdzieś w zapomnianym przez wszystkim miejscu, gdyby nie ciekawy obraz mogący uchodzić za alegorię tego problemu, nota bene sporadycznie występującego w środowisku muzealników i kolekcjonerów. Mowa o kolejnym filmie „Fernando i humaniści” (1973), wyreżyserowanym przez Stanisława Kokesza na podstawie noweli Antoniego Kroha [6]. Tytułowy Fernando to poczciwy samotnik, który mieszka kątem u jednego gazdy, pracuje jako parobek przy prostych zajęciach na gospodarstwie. Wolny czas umila sobie, strugając figurki aniołów i świętych Pańskich. Pewnego dnia we wsi pojawia się gość przedstawiony jako „etnograf amator z Koromysła, pan Margoń”. Budzi zdziwienie, bo zamiast zignorować starego dziwaka nazywa go artystą, każdą jego figurkę starannie ogląda, część kupuje. Gospodarz, u którego mieszka Fernando, z początku jest nieufny, ale szybko pojmuje, że nadarzyła się okazja na spory zarobek. Margoń odwiedza tamto miejsce regularnie, za każdym razem dobijając targu – do ręki gospodarza trafia gotówka, a do jego plecaka kolejne rzeźby. To nie koniec, bo wieść o ciekawym rzeźbiarzu rozchodzi się dalej, trafiając do przyjaciela Margonia Siestrzeńskiego. Ten drugi zaczyna podawać się za odkrywcę talentu samorodnego twórcy, pisze o nim artykuł i wygłasza prelekcje. Pod chatą Fernanda pojawiają kolejni amatorzy sztuki ludowej. Na rzeźbiarzu z początku nie robi to wielkiego wrażenia, dalej pozostaje sobą, żyjąc we własnym świecie. Jednak z upływem czasu  wyraźnie smutnieje, gdy widzi, że jego chata opustoszała z figurek, które traktował jak domowników. Natomiast Margoń musi uznać fakt, że nie jemu, a Siestrzeńskiemu przypisane będzie pierwszeństwo odkrywcy. I pewnie po latach tylko nieliczni dociekliwi dojdą, jak było na prawdę.

                                                                                                                                                                      Grzegorz Graff

Przypisy

  1. Anna Liscar, Jerzy Darowski, (1930–2004), „Rocznik Podhalański” nr 28, t. 10, 2007, s. 279–282; także https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Darowski
  2. Jerzy Darowski, Dla ścisłości, „Tygodnik Powszechny”, 2 lipca 1967 (nr 962), s. 3.
  3. Jerzy Darowski, Heródek, „Polska Sztuka Ludowa”, 1968, nr 1–2, s. 80. Notatka od Redakcji zamieszczona w przypisie wyjaśnia, że artykuł Darowskiego przysłany został już w 1966 roku, jednak ze względu na przesunięcie planów wydawniczych, ukazał się z dwuletnim opóźnieniem; uwaga miała na celu wyjaśnienie, że to Jerzego Darowskiego należy uznać za odkrywcę Heródka.
  4. Z całą pewnością chodzi o rzeźbę zarejestrowaną jako 021 w „Liczniku gnotków”, zob. http://herodek.pl/galeria/.
  5. Jan Bujak, Herodek z Lipnicy Wielkiej, „Przekrój”, nr 1154, 1967 r., s. 5–6.
  6. Fernando i humaniści, film dostępny https://www.cda.pl/video/14836166c.

Zmartwychwstały

Pan Jezus Zmartwychwstały – który pojawia się w każdym kościele przed ołtarzem w Niedzielę Wielkanocną – jest półnagi, ma jasne oblicze i spojrzenie utkwione ponad głowami modlących się. Stoi w płaszczu przewieszonym przez ramię, bosymi stopami wspina się na kulę ziemską, prawą rękę wyciąga w geście błogosławieństwa, a w lewej trzyma chorągiew z krzyżem na znak triumfu nad grzechem i śmiercią.

Autograf Karola Wójciaka “Heródka”

Trudno odczytać treść tego krótkiego tekstu, zapisanego ołówkiem na kartkach z zeszytu szkolnego niewprawną w piśmie ręką „Heródka”. Nie wiadomo czy to wiersz, pieśń czy może modlitwa. Na religijną orację nawiązującą do Jutrzni, tj. modlitwy porannej, mogą wskazywać pierwsze i ostatnie słowa: vitoj jutrzenecko (…) jak bogu (…) amen.