Element zazdrości. Marcin Rząsa o Heródku, twórczości własnej, sztuce i etnografii

Ten nasz „Anioł” jest rzeczywiście tak piękny…

(…) Rodzice mieli służbowe mieszkanie w internacie: wydzielona kuchenka, jedno pomieszczenie było pracownią ojca, a drugie było i sypialnią, i salonem, no i tam właśnie ten Heródek wisiał, w takim najważniejszym miejscu. Zawsze z jakąś dużą sympatią do tego „Anioła” podchodziłem. Sentyment do niego po ojcu odziedziczyłem. Zresztą prawda jest taka, że z prac artystów, to tylko Heródek i Hasior. Dwa razy „H”.

Heródek wisiał na głównej ścianie, a Hasior nad moim łóżkiem, nad moją głową wisiał… Nie, nie… nie bałem się „Czarnego Anioła”, że tak powiem „trudne dzieciństwo” (śmiech). Dorastanie wśród artystów… Spotykałem się z bardzo różnymi rzeczami. Byłem przyzwyczajony.

artykuł w autoryzacji