Oko w oko z Heródkiem

I. Fenomen twórczości Heródka – Karola Wójciaka.

Karol Wójciak zwany Heródkiem (1892–1969) wiejski pastuch z Lipnicy Wielkiej[1]. Rzeźbiarz, a także performer – grający, śpiewający i tańczący opowiadacz[2], wioskowy odmieniec o bełkotliwej mowie i czystym sercu.

Dziś powiedzielibyśmy fachowo: artysta niepełnosprawny intelektualnie, choć po latach trudno ocenić stopień tej niepełnosprawności. Doświadczony fizycznym cierpieniem (choroba tarczycy?). Mimo ciężkiego dzieciństwa i pełnego upokorzeń życia zachował pogodę ducha, wierzył w dobro świata jako naturalnej części nieba. Mieszkał w stajniach u kolejnych gospodarzy. Od momentu spotkania z rzeźbiarzem świątków, samoukiem o nazwisku Przywara, zamiast ulubionych figurek zwierząt zaczyna rzeźbić w grubych klocach „święte postaci” – Chrystusa, anioły, Matkę Boską, świętych.

Twórczość Karola Wójciaka jest zjawiskiem zupełnie odrębnym. Osadzona w środowisku wiejskim, kulturze ludowej, ludowej pobożności, z tradycyjną rzeźbą ludową nie ma nic wspólnego. Poza religijną tematyką.

Na przykładzie nieprofesjonalnej twórczości  Heródka widać jak bardzo wszelkie klasyfikacje pretendujące do ogarnięcia zjawisk związanych ze sztuką, twórczością artystyczną okazują się niezadawalające, a terminy nieostre, mało precyzyjne. Heródek się wymyka. Wymyka tradycji, gustom wiejskich odbiorców, przyzwyczajonych już do wyrobów miejskich w konwencji mniej lub bardziej realistycznej. Figury Heródka są dla nich dziwne, niepotrzebne i bezwartościowe.  Zwykłe fanaberie wioskowego pomyleńca.

Nie jest rzeźbiarzem ludowym, choć tkwi w ludowej kulturze, nie jest do końca artystą naiwnym. Prezentuje – to prawda – naiwną, pozbawioną intelektualnego dystansu wizję świata i ocala w sobie skrawek dziecięcej niewinności, ale nie posługuje się nieporadnie uproszczonym realistycznym warsztatem. Nie jest sensu stricto twórcą nurtu art brut – choć tworzy w oderwaniu od tzw. sztuki wysokiej, nurtów oficjalnych czy modnych trendów i wzorów tradycyjnej rzeźby ludowej. Żyje w środowisku wiejskim i prezentuje jego wartości, nie hermetyczny świat własnych wyobrażeń. Typowy outsider, tworzący z wewnętrznej potrzeby, gnany emocjami i owładnięty misją głoszenia istotnego przesłania. Artysta z pogranicza sztuki ludowej i art brut, naznaczony przymusem tworzenia i religijnego posłannictwa. Nie zwraca uwagi na gusty odbiorców, ale jednak ich potrzebuje. Odbiorcom, czy raczej widzom i słuchaczom, daje świadectwo szczerej wiary. Poucza i krzepi prostą, czystą wizją świata i zaświatów. Rzeźbi z zapałem, ale sprawy artystyczne podporządkowuje pozaartystycznej misji, choć – przyznać trzeba – gdy etnografowie i kolekcjonerzy dostrzegają w Wójciaku-Heródku artystę i chwalą jego dokonania, problematyka sztuki i twórczości pojawia się w polu jego świadomości wyraźniej, ale tak naprawdę niczego nie zmienia.  

Heródek kształtuje tworzywo tak, jak umie i jak samo daje się kształtować za pomocą prymitywnych narzędzi. Nie umie inaczej i nie naśladuje nikogo – ani tradycyjnych twórców ludowych, ani profesjonalnych rzeźbiarzy.

Tradycyjni rzeźbiarze ludowi czerpali wzory ikonograficzne i formalne z dostępnych im w kościołach dzieł w oficjalnych stylach historycznych (gotyk, barok), z grafiki dewocyjnej, tworzyli warianty w obrębie konwencji aprobowane przez społeczność i zgodne z jej gustami. Heródek  nie podpierał się żadnymi wzorami. Inspirowały Heródkową wyobraźnię i podsuwały tematy: Biblia, żywoty świętych, modlitwy, pieśni religijne, a widziane gdzieś rzeźby i obrazy ulegały całkowitej transformacji. Indywidualne realizacje szokowały i szokują nadal surowością, topornością formy, niezdarnością wykończenia, prostotą, prymitywizmem.

W sposobie pojmowania świata, zjawisk i relacji między nimi, eksponującym dwa przeciwstawne porządki dobra i zła, sacrum i profanum tkwi  Heródek  mocno w  kulturze tzw. tradycyjnej zanurzonej w myśleniu mitycznym, opartym na symbolu.  Głęboko, szczerze religijny, niezmącenie wierzący w dobroć  Boga i piękno świata, wrażliwy na cierpienie przeciwstawiałw swoim systemie etycznym „niewinność” „honorności”. Honorność to pycha, okrucieństwo i mściwość, a niewinność – „wszelkie uczciwe życie na ziemi”, skromność i pobożność [3] – jest prawdziwą wartością, która gwarantują zbawienie.

Figury – jak żywoty świętych – mają dawać świadectwo bogobojnego życia, są drogowskazami jak, unikając honorności, zasłużyć na wieczną szczęśliwość w niebie. Swoim istnieniem służą eksponowaniu moralizatorskich treści i pouczaniu (funkcja dydaktyczna). Zmartwychwstały Chrystus to umęczony wcześniej Odkupiciel świata, św. Szczepan czy św. Mikołaj to także ofiary oprawców zadających im fizyczne cierpienia. Wszystkie te postaci przestrzegają człowieka przed grzechem honorności i przypominają o cnocie niewinności, którą reprezentują także figury Matki Bożej, aniołów, innych świętych.

 Wrażliwy na piękno przyrody lubił Heródek ustawiać figury  na łące, w potoku na kamieniach. Pobudzany koniecznością tworzenia innego, zapewniającego  bezpieczeństwo porządku aranżował własną przestrzeń piękna i dobra, sferę inną, sakralną. Dawała mu poczucie stabilizacji, harmonii, stanowiąc przeciwwagę dla chaosu zewnętrznego i wewnętrznego świata (kompensacyjna funkcja twórczości). Ciekawskim widzom i słuchaczom opowiadał Heródek-performer różne „święte historie” i zachęcał do bogobojnego życia. Sakralna Heródkowa przestrzeń i jej mieszkańcy wkraczali w przestrzeń profanum, gdy darował ich wyrzeźbione postaci sąsiadom, by żyło im się radośnie i szczęśliwie. Nie umieli tego docenić – zwykle  palili nimi w piecach…

Zachwycał się Heródek oglądanymi rzeźbami kościelnymi utrzymanymi w naturalistycznej konwencji, podziwiając warsztatową sprawność ich twórców w przedstawianiu detali. Ale figury te były dla niego równie piękne jak te, które sam tworzył. Równie piękne, bo przedstawiały te same piękne postaci. Dla Heródka piękno symbolicznych figur polega na partycypacji w pięknie świętych. Święci są piękni, więc ich wizerunki także są piękne. Sam fakt partycypacji sprawia, że wizerunki stają się piękne, bez względu na stopień naturalizmu osiągnięty przy obróbce materiału. Przypomina to stosunek wiernych do kultowych rzeźb w średniowieczu, przejęty przez kontrreformacyjną ludową pobożność w środowiskach wiejskich, a utrwalony w  masowej pobożności gdzieniegdzie do połowy ubiegłego wieku.

Komentarze słowne nie zostały przez ich autora zapisane, zachowały się jedynie szczątki wypowiedzi utrwalone przez badaczy[4]. Należałoby traktować je jako ważny, jeśli nie integralny składnik rzeźbiarskiego dzieła dopełniający jego sens. A sens tych rzeźbionych pojedynczych figur odczytać można najpełniej, uwzględniając kontekst  chrześcijańskiej kultury ludowej i całość Heródkowego dzieła. Można ją traktować jako rodzaj intermedialnego przesłania, łączącego rzeźbę i żywy, w pewnym stopniu udramatyzowany słowny przekaz. Pozbawione tych odniesień osobne figury niewątpliwie znaczą, ale w sposób właściwy i zamierzony przez twórcę znaczą najpełniej, gdy zostaną  włączone w grupę innych bohaterów Heródkowego dramatu? performance’u?

Forma rzeźbionych figur jest szczególna. Syntetyczna, prosta, statyczna, o detalach ograniczonych do minimum. Klocki drewna z wyeksponowanymi twarzami o rytych wyrazistych oczach i wygiętych w podkówkę ustach. Czasem zaznaczone gwoździem lub dorysowane ręce. Surowa ekspresja. Zminimalizowany gest. Szczegóły są niepotrzebne, nie są ważne. Sąsiedzi pomagali doczepiać Zmartwychwstałemu ramiona i chorągiew, aniołom skrzydła. Kulminacyjnym momentem w całym procesie tworzenia rzeźby było pokrywanie jej farbami. Barwy pełnią funkcję symbolicznie konwencjonalną, jak w średniowiecznej sztuce. Wybierał je świadomie. Czerwień – to krew i ludzka męka, zieleń – piękna przyroda, biel i błękit – niewinność i zapewne ślad nieba. Kiedy zabrakło farby czerwonej, nie wahał się malować szat Chrystusa własną krwią. Wizerunek Zmartwychwstałego utożsamiał prawdopodobnie z wyobrażoną postacią. Świętość (jak piękno) uzyskiwała rzeźba przez sam fakt przedstawienia świętej postaci, a ściślej – partycypacji w jej świętości.

Obok rzeźb  Heródka nie można przejść obojętnie. Raz przerażają, budzą odrazę, innym razem fascynują. Wskazują na coś, co wymyka się codziennemu doświadczeniu, wykraczają poza znane przedstawieniowe schematy i przykuwają uwagę. Zapraszają do konfrontacji, prowokują. Są prawdziwym fenomenem – zjawiskiem niezwykłym, osobliwością wśród innych artystycznych zjawisk i faktem empirycznym, który można poddać naukowemu badaniu. Ale tak jak ich twórca, powołujący do istnienia nowe rzeźbiarskie światy – wbrew ograniczeniom, bez względu na ograniczenia czy wśród ograniczeń – pozostaną dla nas zawsze tajemnicą, której do końca rozszyfrować nie będziemy w stanie za pomocą ułomnych analiz werbalnych. Szaleniec i sługa Boży, spontaniczny odkrywca w dziedzinie sztuki pobłogosławiony wielką wrażliwością i darem mediacji między sferą boską i ludzką zaprasza do tajemniczego, niewidzialnego świata. Tajemnica ciągle czeka na  widza i wzywa go do ustawicznego dialogu. 

                                                                                                                                  Żaneta Groborz-Mazanek

 

Bibliografia:

[1] Bożena Kłobuszowska, Karol Wójciak Heródek. Portret ludowego artysty, „Polska Sztuka Ludowa” 1972, nr 26, s. 207–214.

[2] Jan Mroczek, Heródkowe muzykowanie, „Polska Sztuka Ludowa”, 1972, nr 26, s. 215–222.

[3] B. Kłobuszowska, op. cit., s. 213–214.

[4] Por. uwagi w artykule B. Kłobuszowskiej, op. cit., 213–214.